Morgan Stanley wchodzi głębiej na rynek bitcoinowych ETF-ów, a jego strategia jest prosta: wygrać ceną. W nowym zgłoszeniu do SEC z 27 marca 2026 r. bank ustalił opłatę za swój planowany fundusz Morgan Stanley Bitcoin Trust, ticker MSBT, na 0,14%. To uczyniłoby go najtańszym ETF-em bitcoinowym typu spot na rynku, gdyby regulatorzy go zatwierdzili. Taryfa jest niższa niż Bitcoin Mini Trust Grayscale (0,15%) i znacznie poniżej iShares Bitcoin Trust BlackRock (0,25%). W świecie bitcoinowych ETF-ów ta niewielka różnica ma znaczenie, bo wszystkie fundusze robią praktycznie to samo: śledzą cenę bitcoina. Gdy produkty są niemal identyczne, koszt staje się jedynym wyraźnym powodem, by przesiąść się na inny.
Dlatego wejście Morgan Stanley może wstrząsnąć rynkiem spot-bitcoin ETF-ów. Doradca może sprzedać jeden ETF i kupić drugi w jednej transakcji, zachowując dla klienta tę samą ekspozycję na BTC. Jeśli nowy fundusz oferuje ten sam efekt przy niższej rocznej opłacie, z czasem wypłyną z niego pieniądze z droższych konkurentów. Chodzi jednak nie tylko o detalicznych inwestorów szukających taniego ETF-u. Za Morgan Stanley stoi ogromna maszynka zarządzania majątkiem. W raporcie za 2025 r. firma podała, że całkowite aktywa klientów w działach Wealth i Investment Management sięgają 9,3 bln USD. Nawet niewielki przepływ z tej sieci do własnego ETF-u może błyskawicznie przemieść poważne pieniądze. Bank łączy więc niską cenę, silną markę i szeroką dystrybucję w momencie, gdy wojna o opłaty za bitcoinowe ETF-y może się ponownie rozgorzeć.
Z dokumentu SEC wynika też, że MSBT jest zwykłym ETF-em typu spot, a nie skomplikowanym instrumentem. Fundusz nie będzie stosował dźwigni, instrumentów pochodnych ani aktywnego tradingu próbującego „pobić” bitcoina. Będzie po prostu trzymał BTC bezpośrednio i replikował kurs CoinDesk Bitcoin Benchmark 4PM NY Settlement Rate, pomniejszony o koszty i zobowiązania. To ważne, bo sprawia, że produkt jest łatwy do zrozumienia dla inwestorów chcących prostej ekspozycji na bitcoina w maklerskim rachunku. Morgan Stanley nie wynalazło nowego produktu kryptowalutowego – pakuje bitcoina w najbardziej standardowy ETF-owy wrapper i konkuruję ceną i zasięgiem.
W zgłoszeniu pojawiają się interesujące szczegóły. Fundusz ma być notowany na NYSE Arca pod tickrem MSBT; za przechowywanie BTC odpowiedzą BNY i Coinbase Custody, czyli dwaj duzi gracze infrastruktury rynkowej. Tworzenie i wykupy możliwe będą w gotówce i w naturze, w koszykach po 10 tys. akcji. To kluczowe, bo mechanizm tworzenia/wykupu pomaga ETF-om trzymać się wartości aktywów netto, choć w ciągu dnia mogą pojawić się premia czy dyskonto. Opłata sponsorowana jest „unitary” – 0,14% obejmuje wiele standardowych kosztów operacyjnych, zamietem doliczać je oddzielnie. Dla porównujących ETF-y oznacza to jeszcze czytelniejszy sygnał cenowy.
Dokument pokazuje, że produkt jest gotowy do startu, jeśli przyjdzie zgoda. Morgan Stanley spodziewa się, że wstępne koszyki seedowe objmą 50 tys. akcji i ok. 1 mln USD wpływów, które zostaną natychmiast wymienione na bitcoina przed debiutem. Oferta jest ciągła, a prospekt mówi, że handel może ruszyć „jak najszybciej po wejściu w życie”. To nie jest gwarancja akceptacji, ale oznacza, że fundusz stoi w szrankach. Jeśli start nastąpi, prawdziwa opowieść nie będzie brzmiała: „kolejny bitcoinowy ETF”. Będzie: „wielki amerykański bank próbuje zamienić konkurencję na ETF-y w biznes skali, gdzie niższa opłata, znana marka i łatwy dostęp dla masowego inwestora decydują o zwycięstwie”. Kupujący ETF-y wciąż stają przed tym samym wyborem: prosta ekspozycja na bitcoina bez zarządzania kluczami prywatnymi, ale z opłatami, rynkowym ryzykiem i bez ochrony przed wahnięciami ceny BTC. Morgan Stanley zakłada, że dla wielu z nich tani, „wall-streetowski” ETF będzie wystarczająco dobry.